patron serwisu
4 years guarantee

Pielęgnacja trawnika podczas upałów. Można mu łatwo zaszkodzić

Trawnik podczas pięknej pogody jest szczególnie trudny w pielęgnacji. Wbrew pozorom to wtedy, gdy jest naprawdę gorąco, dużo łatwiej jest mu zaszkodzić, niż pomóc.

Szacuje się, że trawa potrzebuje przynajmniej 4–5 l/m2 wody na dobę. Brak jej odpowiedniej ilości działa na trawnik katastrofalnie – zielony dywan żółknie, na trawniku coraz częściej widać suche placki, a nawet dziury. W ostateczności trawnik nadaje się do założenia na nowo.
Gdy chcąc ratować trawnik, zaczniemy wylewać na niego bezmyślnie hektolitry wody, możemy mu jeszcze bardziej zaszkodzić. W jaki sposób? Niewłaściwie go podlewając, ale również nawożąc.

Podczas upałów trudno nawozić i podlewać
Żeby nawóz mógł działać, musi się rozpuścić i wsiąknąć w glebę. Rzecz jasna w trakcie upału jest to utrudnione. Granulki nawozu zalegają na źdźbłach trawy, a działające na roślinę słońce może spowodować jej poparzenie. Dotyczy to zwłaszcza nawozów azotowych. Dlatego latem trzeba stosować nawozy potasowe, które pomagają roślinom przetrwać okres niedoboru wody.
Podobnie szkodliwe podczas upałów jest podlewanie za dnia. Dzieje się tak dlatego, że w takich warunkach woda nie ma szansy wsiąknąć w podłoże i bardzo szybko odparowuje.
- Trawnik najlepiej podlewać z samego rana, ewentualnie po zmierzchu – mówi Kamil Karkowski, ekspert z John Deere Polska.
I dodaje: - Zdecydowanie unikajmy podlewania podczas najmocniejszego nasłonecznienia, ponieważ może ono prowadzić do poparzenia źdźbła trawy.
Lepiej to robić rano, bo wówczas woda bez problemu wsiąka w grunt, a jej nadmiar odparowuje w ciągu dnia. Jeśli będziemy podlewać wieczorem, darń pozostanie wilgotna jeszcze przez część nocy, co sprzyja rozwojowi pleśni i grzybów, a to jest dla trawnika bardzo szkodliwe.
Jeszcze jedna ważna rzecz: w warunkach naturalnych roślina sama musi "walczyć" o wodę, którą pobiera za pomocą korzeni. Jeśli jest o nią trudno, muszą one sięgnąć po wodę głębiej, a więc korzenie stają się dłuższe i silniejsze. Trawa, która ma wody pod dostatkiem, jest słabiej ukorzeniona, co ją jeszcze dodatkowo osłabia. Stąd pogląd, że trawie bardziej szkodzi zbyt obfite podlewanie niż niedostatek wody.

Źródło: John Deere

Jak odbudować zniszczony trawnik?
Co należy zrobić, kiedy po dwóch tygodniach wakacji nasz trawnik wygląda jak klepisko? Pierwszą i najważniejszą rzeczą jest usunięcie tego, co zostało zniszczone. Kosząc zasuszone czy zeschnięte źdźbła umożliwiamy wzrost młodej trawy. Regularne ścinanie jest ważnym zabiegiem pielęgnacyjnym.
Celem trawy, jak każdej rośliny, jest bowiem wytworzenie nasion, a podczas gorącego lata kwitną nawet krótkie źdźbła trawy. Z naszego punktu widzenia jest to niekorzystne, gdyż produkcja nasion hamuje wzrost trawnika. Dlatego poprzez regularne koszenie uniemożliwiamy zakwitanie darni. Poza tym ścinając trawę zapewniamy jej odpowiedni dostęp do powietrza i wody, a prawidłowe ich krążenie (cyrkulacja) jest podstawowym warunkiem dobrostanu trawnika.

Koszenie też wymaga przygotowania
Nie przycinamy trawy zbyt krótko. Zbyt krótkie przycięcie "stresuje ją", gdyż po pierwsze odbiera taki zabieg jako sytuację zagrażającą życiu, po drugie zaś zbyt krótkie źdźbła utrudniają pobierania składników odżywczych.
- Jeśli chodzi o prawidłową wysokość koszenia, to należy pamiętać o zasadzie "jednej trzeciej", czyli skracaniu trawnika maksymalnie o 30 proc. jego wysokości – mówi Kamil Karkowski z firmy John Deeere.

Jednym z najważniejszych elementów koszenia jest precyzja cięcia, którą zapewniają ostre noże. Tępe ostrza ranią darń, a uszkodzona w ten sposób trawa traci jeszcze więcej wody.
- Istotne jest, aby nóż w kosiarce był odpowiednio naostrzony, dzięki temu będziemy pewni równego przycięcia – uważa Łoza. I dodaje: - O naostrzenie i wyważenie noża możemy poprosić w profesjonalnym serwisie, dzięki czemu będziemy dysponować sprawnym sprzętem. Zwróćmy również uwagę na wypoziomowanie mechanizmu koszącego w kosiarkach samojezdnych, aby nawierzchnia po koszeniu pozostała gładka i równa.

Źródło: John Deere

Z czym na trawnik?
Do mniejszych trawników doskonale nadają się kosiarki elektryczne. W przypadku tych do 400 m2 , warto się zastanowić nad tradycyjną, elektryczną kosiarkę pchaną, ale zasilaną za pomocą akumulatorów, np. R40B produkcji legendarnej amerykańskiej firmy John Deere, lub R43B do powierzchni nieco większych.
Jeżeli do skoszenia mamy do 600 m2, to dobrym pomysłem będzie model R40EL. Jest to również kosiarka elektryczna o mocy 1,3 kW, ale zasilana za pomocą tradycyjnego przewodu elektrycznego.
Większe trawniki, o pow. 700 m2, będą już wymagały silniejszej kosiarki R43EL lub spalinowe.
W przypadku większych powierzchni, a także wtedy, kiedy cenimy komfort, warto rozważyć zaopatrzenie się w tzw. traktorek, oficjalnie zwany kosiarką samojezdną. W ofercie firmy John Deere mamy duży wybór takich urządzeń, od najprostszych z serii X100 aż po profesjonalne traktorki ogrodowe serii X700.
Najbardziej zaawansowane technologiczne są kosiarki automatyczne (tzw. roboty koszące). Jeśli chodzi o model TANGO E5 serii II to jest to w zasadzie maszyna bezobsługowa, którą należy jedynie zaprogramować za pomocą dużego ekranu. Ma specjalne, wpuszczane stalowe ostrze, dzięki któremu kosi szybko i starannie, a przy tym nie traci ono ostrości. Twórcy tej kosiarki pomyśleli również o bardzo łatwej regulacji wysokości koszenia, w zakresie od 19 do 102 mm. Co ważne, kosić można zarówno w dzień, jak i w nocy. Kosiarka jest bowiem bezszelestna i sama zadba o doładowanie akumulatorów.

Źródło: John Deere

Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.